wtorek, 30 grudnia 2014

Sposób na Sylwestra

Masz psa bojącego się huków petard i hałasu,który towarzyszy ostatniemu dniu w roku? Nie za bardzo wiesz jak mu pomóc? W takim razie dobrze trafiłeś, ten post jest skierowany szczególnie do Ciebie.
Tajga bardzo źle znosi Sylwestra, kiedy słyszy petardy, wpada w panikę. Niestety leki odpadają- raz spróbowaliśmy i nigdy więcej! Pies był po nich jak nieżywy- Tajgi organizm źle na nie zareagował.

Jak przetrwać?
Najlepiej jest wyjechać na wieś, w jakieś ciche miejsce, jednak nie zawsze ma się taką możliwość...dlatego znalazłam pewien sposób na przetrwanie Sylwestra, który sprawdza się w naszej sytuacji:
1. Znajdź pomieszczenie w domu, w którym pies czuje się bezpiecznie (u nas jest to łazienka) i zaprowadź tam psa.
2. Zanieś tam legowisko/ulubiony kocyk psa, miskę z wodą, jakiś mały gryzak, który lubi Twój czworonożny przyjaciel (wypełniony KONG też dobrze się sprawdza).
3. Niech muzyka gra na całego - zagłuszy dźwięk petard.
4. Zachowuj się normalnie, nie zwracaj uwagi na odgłosy z zewnątrz.

U nas się to sprawdza :)

Na początku zazwyczaj jestem z Tajgą w łazience, dopiero, kiedy widzę, że się uspokaja, wychodzę. Zaglądam do niej co jakiś czas, sprawdzając jak się czuje :)
W zeszłym roku było okropnie. Psina wymiotowała ze strachu, jednak kiedy "uwiłam jej gniazdko" w łazience, jej stan się polepszył. W okolicach północy włączyłam pralkę, która swoją pracą dodatkowo zagłuszyła petardy i fajerwerki. W ten oto sposób Tajga się wyluzowała i nawet na chwilę wyszła z łazienki! :D

Na koniec chciałabym się jeszcze pochwalić! Po wielu treningach, udało nam się wyprostować slalom (uczyłam Tajgę metodą tunelową) i tak, to teraz wygląda :)) *polecam oglądanie w HD* :


Życzymy wszystkim spokojnego i miłego Sylwestra oraz Szczęśliwego Nowego Roku! Oby 2015 rok był bardzo pozytywny! :D

piątek, 19 grudnia 2014

Hala nie taka zła jak ją piszą

Pierwszy weekend grudnia spędziłyśmy w cudownym miejscu, jakim jest Annówka :) Ale tym razem byłyśmy na seminarium agility! I to na jakim! Zajęcia prowadziła Monika Rylska :D

Fot. W. Maciejewska
No to tak, Tajga była bardzo dzielnym pieskiem, ładnie pracowała, myślała, za to ja... muszę nauczyć się RÓWNOCZEŚNIE szybko biegać i myśleć ... W skrócie: masakra. Jak można tak spowalniać psa?
Fot. W.Maciejewska
Monika jest niesamowitą osobą i semi baaardzo mi się podobało. Przez cały weekend robiłyśmy jeden torek, który był niezwykle trudny! Składał się chyba z 34 przeszkód i w końcu udało nam się przez niego przebrnąć (w kawałkach) :D
 Podczas tego weekendu dostałam wielkiego kopa i z wiadrem pozytywnej energii zabieramy się do pracy. Mamy do przepracowania parę szczegółów, które znacznie poprawią nasze wspólne bieganie! :)
Fot. W.Maciejewska
W niedzielę popołudniu rozpoczęły się kolejne zawody z serii Annówka Agility Cup, ale po raz pierwszy, w tym sezonie, na hali- końskiej... Tajga nigdy wcześniej nie była w takim miejscu, dlatego bardzo bałam się tego, jak będzie wyglądała nasza współpraca. Byłam pewna, że przynajmniej raz, w trakcie przebiegu, ucieknie mi z toru i zacznie się tarzać, bo ona kocha wszystko, co końskie. Na szczęście miło mnie zaskoczyła, bo zapachy nie zrobiły na niej wielkiego wrażenia. Jednak było na hali coś, co powodowało w niej strach- hałas. Psy bezustannie szczekały, a dźwięk bardzo się niósł w zamkniętym pomieszczeniu. Było też, w niektórych miejscach, ciemno. Te wszystkie czynniki wywołały obawy i stan ostrożności u mojego terriera, co dało nam pierwszego DISa (Agility 0- 3 odmowy) i brak przebiegów na czysto (Jumping I- 1odmowa, Jumping II - 1 odmowa). Tajga odczuwała lęk do jednego z tuneli, stąd te odmowy. Do tego tunelu nie docierało światło, więc według mnie, to było przyczyną jej strachu.
Fot. W.Maciejewska
Mimo tego, jestem z niej bardzo dumna, bo widziałam, że walczyła sama z sobą i ogromnie się starała <3 Ani razu nie uciekła z toru oraz nie zawąchała się! Po prostu szok i niedowierzanie :D
Tak wyglądał nasz Jumping II, chyba nasz najlepszy przebieg na tych zawodach:

Ostatnio wzięłyśmy udział w konkursie "Aktywnie i zdrowo z Hills" , w którym zostałyśmy wyróżnione w kategorii Foto i Wideo. Zapraszam do obejrzenia filmiku konkursowego (niestety nie można było dodać muzyki):

Wszystkim czytelnikom życzę Wesołych Świąt! :D

poniedziałek, 10 listopada 2014

Dwa razy to już nie przypadek

Postanowiłam, że będę jeździć na wszystkie zawody z serii Annówka Agiity Cup 2014/2015, dlatego w niedzielę 26 października po raz drugi wstałyśmy o 6 rano i ruszyłyśmy w drogę!
1 bieg - Agility 0:
Mimo tego, że tak średnio wyszła mi jedyna zmiana w biegu, a Tajga w pewnym momencie się zgubiła, to z tego biegu jestem bardzo dumna, bo strefy, z którymi Tajga ma do czynienia  rzadziej niż raz w miesiącu, wyszły PRZEPIĘKNIE! - w palisadzie i kładce!! Takiego mądrego mam psa :D
 I w tym przebiegiem zdobyłyśmy 3 miejsce!
Zdjęcie z wakacyjnego obozu. (fot. Alicja Andrukajtis)
2 bieg- Jumping 0 I:
To był nasz najpłynniejszy i chyba przez to najładniejszy przebieg na tych zawodach. Wszystko wyszło tutaj tak jak powinno :D Tajga myślała, ja myślałam, no po prostu miód malina!

Fot. Weronika Maciejewska
3 bieg- Jumping 0 II:
Tutaj widziałam już lekkie zmęczenie Tajgi, torek kończył się dłuuugą prostą, na której trzeba było mieć torpedę w nogach. Tajga w pewnym momencie poczuła grzyby, które były przed hopką, co trochę wybiło ją z rytmu - na szczęście tylko na momencik.


Fot. D. Gawińska
Fot. W. Maciejewska
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z Tj, bo za każdym razem myślała i starała się biec ile tylko sił w łapkach! Na końcu okazała się, że podsumowując wszystkie biegi zajęłyśmy 1 miejsce, dlatego teraz, o tych cudownych zawodach, codziennie przypomina mi puchar stojący w pokoju :))

Filmik z tych zawodów:



4 listopada minął rok, odkąd prowadzę tego bloga! Założenie go zdecydowanie nie jest czymś czego żałuję i miło mi, że nie piszę go tyko dla siebie, dziękujemy :)

Fot. Zosia Marek


sobota, 25 października 2014

Pies motorniczego, czyli z serii: Szczęśliwe Podróże


Tajga ma pecha, że żyje w czasach, w których nie mogę mieć jeszcze prawa jazdy. Zwykle nie mamy wyboru- musimy korzystać z tramwaju, autobusu i/lub pociągu, kiedy chcemy dojechać wszędzie: czy to do weterynarza, na trening, wakacje... Psina przyzwyczaiła się nawet do tych środków transportu, jednak nadal bardzo boi się dworców i podziemnych przystanków. Z każdą wizytą w tych miejscach widzę poprawę, ale wydaje mi się, że odgłosy tam występujące nigdy nie przestaną wzbudzać w niej strachu.

Fot. Zosia Marek
Na szczęście sama jazda publicznymi środkami transportu nie jest taka zła. Pozostali pasażerowie bardzo sympatycznie reagują na Tajgę, często pytają się o rasę, a małe dzieci są zachwycone, że jadą z pieskiem w tramwaju ("Mama, popatrz: tam leży mały pies, on tak na mnie patrzy, jaki on jest słodki. Mamuś, ja tak kocham pieski, wiesz?"). Wydaje mi się, że jakbym jeździła z większym psem, ludzie mogliby reagować zupełnie inaczej... 
Często słyszę, że ktoś płaci mandat, za to, że pies nie ma założonego kagańca na dworcu lub przystanku. A jak to wygląda u nas? Zakładam Tj kaganiec tuż przed wejściem do pojazdu, a latem pasażerowie prosili mnie, żebym zdjęła jej kaganiec w tramwaju, bo im żal tego małego pieska, przecież jest tak duszno :D

Fot. Zosia Marek

Mam same pozytywne sytuacje związane z podróżowaniem, także pociągiem. Jakieś 4 lata temu wracałam z mamą i Tajgą znad morza. Nie znałyśmy przepisów PKP, nie miałyśmy ani klatki ani kagańca dla psa, za to kupiłyśmy jej bilet. Przez ponad 5h jazdy Tajga leżała na ręczniku, który położyłyśmy na siedzenie. Nasi pasażerowie byli bardzo mili, a konduktor zrobił awanturę - o to, że nie miałam legitymacji ;-) O psie leżącym na siedzeniu, bez kagańca- ani słowa. Chyba mamy szczęście, niech nigdy nas nie opuści, proszę!

Bardzo cieszy mnie widok psów jeżdżących komunikacją miejską, w Poznaniu jest to naprawdę coraz częstszy widok, oby tak dalej! :D

A już jutro jedziemy do Annówki na drugie zawody Agility Cup, dla odmiany- samochodem :p

Fot. Zosia Marek


środa, 8 października 2014

Pierwsze Zawody

W wakacje podjęłam decyzję, że najwyższy czas zadebiutować w agility, więc w niedzielę 28 września pojechałyśmy na nasze pierwsze zawody(treningowe) do Annówki. Jest to miejsce idealne na debiut- wokół las i spokój (co wiąże się z minimalnie mniejszym stresem), świetna organizacja i wspaniała atmosfera :D

Uszy niczym kierunkowskazy! (Fot. Martyna Rybak)
No to ten... po PIERWSZYM roku adżilitowania na naszych PIERWSZYCH zawodach zajęłyśmy PIERWSZE miejsce w klasie 0 w klasyfikacji ogólnej na ponad 20 psów :D Dla mnie jest to ogromny szok, bo liczyłam tylko na jeden czysty bieg z nie najgorszym czasem i fajną współpracą z psiną ;-)
(Fot. Martyna Rybak)

Pojechałam na zawody z nie zrobioną palisadą, której nie da się uniknąć. Uznałam, że najwyżej ominę tę przeszkodę i będziemy miały disa. Jednak kiedy przyjechałyśmy na miejsce dostałyśmy możliwość na krótkie jej przećwiczenie. Okazało się, że Tajga w miarę ogarnia temat, więc uznałam: co tam, ryzykuję! I była to bardzo dobra decyzja, bo okazało się, że zajęłyśmy pierwsze miejsce także w tym biegu z czasem 38,30 na czysto (czas jest w sumie słaby, ale jednak nie najgorszy) !!! <3
Czyli niemożliwe staje się możliwe!
(Fot. Martyna Rybak)
Jednak najbardziej jestem zadowolona z 2 biegu (Jumping I). Mimo tego, że średnio pamiętałam tor, Tj mi to wybaczyła i czułam, że jesteśmy zgrane, a nawet płynnie wyszły mi wszystkie zmiany- drugi bieg na czysto :D

Trzeci bieg poszedł nam gorzej, bo w czasie jego pokonywania Tajga poczuła jakieś smakołyki na trawie, więc zaczęła ich szukać ignorując mnie przy tym. Na szczęście nie trwało to długo, bo się odwołała, jednak potem to ja nawaliłam - zapomniałam, gdzie biec xD Mimo tego, ukończyłyśmy bieg bez disa, ale z dwoma odmowami i strasznym czasem...

(Fot. Martyna Rybak)
Jestem bardzo dumna z Tajgi, bo ładnie myślała i była "odważna" (kiedyś była niepewna przy wejściu do tunelu). O tym pięknym dniu zawsze będzie mi przypominał puchar, jak i medal, które przywiozłyśmy z zawodów :D
Oto filmik z naszych biegów:


A tutaj link do ogólnego filmiku z całych zawodów, który zrobiła Martyna Rybak.
Zapraszam do oglądania!
Na końcu chciałabym jeszcze wszystkim podziękować za cudowną atmosferę podczas zawodów :))

sobota, 6 września 2014

Na sportowo

... już od ROKU!
Tak, dokładnie rok temu zaczęłyśmy naszą przygodę z agility!

Fot. Wiktoria Bobowicz
6 września 2013 roku 14- letnia Ola i 4- letnia Tajga poszły na pierwszy trening agility, na którym Paula Gumińska uczyła Olę jak poprowadzić psa, żeby ŁADNIE skakał przez hopkę (więcej o naszych początkach TUTAJ). Tak nam się to spodobało, że za 3 tygodnie jedziemy na pierwsze zawody... treningowe ;) Oczywiście - strach mnie już zżera.

Fot. Wiktoria Bobowicz
Na początku Tajga biegała po torku TYLKO dla smakołyków. A teraz? Teraz widać, że NIE robi tego TYLKO dla jedzenia, bo okazało się, że równie dobrze biega na zabawkę, która nie jest dla niej super nagrodą. A wniosek z tego taki, że na agility nie musi mieć najukochańszej kiełbasy (za którą da się pokroić), żeby biegać i skakać, bo chyba sprawia jej to też przyjemność... :D
 Z każdym treningiem widzę, że jest coraz bardziej pewna siebie, kiedy wchodzi do tunelu. Muszę się pochwalić, że Tajga jest też coraz szybsza... w sumie to nie wiem czy to dobrze, bo to oznacza, że ja też muszę szybciej biegać i myśleć!

i
Fot. Wiktoria Bobowicz
Dzięki agility nasze psio-ludzkie życie stało się sportowe,a dwa miesiące po pierwszym treningu Tajga złapała swój pierwszy dysk :D Obecnie wygląda to tak:

Po 12 miesiącach trenowania mogę powiedzieć, że agility jest super,ale również trudne, w szczególności, dla nas ludzi. Dlaczego? Bo trzeba jednocześnie biegać, pokazywać ciałem i mówić psu co ma robić, jeszcze biegać zgodnie z kolejnością przeszkód, którą wcześniej trzeba zapamiętać! Ale satysfakcja jest ogromna, kiedy przebiegnie się na czysto trudną sekwencję, składającą się z 16 przeszkód.
W każdym bądź razie ja i mój magiczny terrier polecamy!

Fot. Natalia Karpińska Photography



sobota, 30 sierpnia 2014

Zmixowane w Annówce

Przedostatni tydzień wakacji spędziłyśmy na obozie w Annówce na obozie -BIX MIX II.
Agility ćwiczyłyśmy pod okiem Pauli Gumińskiej, a frisbee z Anią Radomską... było CUDOWNIE!

Fot. Wiola Siwek
Zacznę od samego początku, czyli od rozgrzewek! Były ciężkie, ale mimo to bardzo fajne i zawsze towarzyszył im śmiech, no dobra - dużo śmiechu.
Jeśli chodzi o agility, to na obozie nauczyłyśmy się (no prawie) dwóch nowych przeszkód, które są nam potrzebne do biegania w zerówkach- tunel miękki i kładka!


Kiedyś Tajga bała się tunelu miękkiego, a teraz widać znaczną poprawę - tyko jeszcze musi mieć zrobiony mały otwór ("światełko w tunelu"), żeby czuć się pewniej ;-)

Fot. Wiola Siwek
Robimy strefy biegane, więc musimy duuużo ćwiczyć, ale jak na taką małą ilość treningów, Tajga ładnie radzi sobie z kładką :-)

Na sesjach frisbee pracowałyśmy nad aportem do ręki na zabawkę... Biorąc pod uwagę, że mój genialny piesek jest terrierem, łatwo nie było. Dwie pierwsze sesje wyglądały mniej więcej tak:

Tajga: myślisz, że jesteś bardziej uparta ode mnie?Phi!
Ja: Tak. Przynieś!
Tajga: NIGDY.
Ja: Przynieś.
*5 minut później*
Ja: Tajga, proszę, przynieś! Taaaajdżi!
Tajga: Nie... o, mam pomysł! Zrobię siku!
*5 minut później*
Ja: Tajga, błagam, przynieś! TAJGA!
*chwilę później*
Tajga: No dobra, przyniosę.
Byłam naprawdę załamana po tych treningach. Na trzeciej sesji trochę zmieniłyśmy sposób prośby o aport, czego efekt było widać kolejnego dnia, na krótkiej rundzie tossa- Tj baaardzo ładnie przynosiła dysk. Rzuciłam jej 3 razy, z czego do złapania były dwa rzuty- złapała tylko ostatni, ale jak! Cztery łapki w górze i 2,5pkt <3

Fot. Wiola Siwek
Podsumowując treningi agility jestem BARDZO dumna z Tajgi. Myślała, była odważna i pracowała na 1000%. Nie spodziewałam się, że przez 5 dni będzie w tak dobrej formie psychicznej i fizycznej. Byłam w szoku, że bardzo trudny torek składający się z 16 przeszkód jest w stanie przebiec na czysto za PIERWSZYM razem. Ostatniego dnia były zawody, które składały się z kilku konkurencji, z czego pierwszą było agility. Wtedy w Tajgę znowu wcielił się geniusz, więc skończyłyśmy ten bieg na miejscu... drugim (na dziewięć psów)! Kolejny bieg na czysto <3



Od razu po powrocie z Annówki dręczyłam pozostałych obozowiczów, żeby wysłali mi filmiki, które nakręcili podczas tych pięciu dni i... udało mi się zrobić obozowy filmik! Zapraszam do oglądania :D



A teraz kilka zdjęć mojego autorstwa ;-)

Wiola&Harry
Honda
Lucy
Wena

I znowu.. Wełna

Cash

Sisi

Shadow

Po raz trzeci- Wena
Na obozie zdobyłam tyle wiedzy, że teraz nie wiem, za co najpierw się zabrać! Ania, Paula - jeszcze raz bardzo dziękuję!!! Przede wszystkim nauczyłam się nowych technik rzutowych oraz wiem, że najlepiej biega się po torku z psem, po wcześniejszym minimum 10 minutowym zapoznaniu się z tym torkiem. I obiecuję, że będę pamiętała o komunikacji, kątach, komunikacji i jeszcze o... kątach ;-)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Piaskowy potwór walczy ze slalomem

Piasek, woda, słońce - to coś co małe tygryski lubią najbardziej- tak, jak co roku wyjechałyśmy na wakacje nad morze! Tak naprawdę, nie mam pojęcia, dlaczego Tajga tak uwielbia plażę.
Piasek. Piasek wszędzie - w oczach,uszach i nosie, a najwięcej radości sprawia jej tarzanie się w nim. No cóż, nigdy nie twierdziłam, że mam całkowicie normalnego psa :)


Wakacje oznaczają CZAS... Najwyższy czas na zabranie się za slalom. Duma ze mnie tryska, gdy widzę, jak Tajga stara się pokonać te dziwne gałązki wyrastające z ziemi. Czasem jej nie wychodzi, ale i tak jest dzielnym pieskiem!

Fot.Z.Marek

A teraz muszę się pochwalić czymś niesamowitym, gdyż wreszcie, po wielu godzinach pracy, nauczyłam się rzucać do... BACK VAULTa!

Takie tam wakacyjne osiągnięcie :D
Fot. Zosia Marek

"Jestem połamańcem!" (fot. Z. Marek)
Wygrałyśmy wakacyjny konkurs u ANIMIBOXa, a konkursowe zdjęcie jest teraz ich zdjęciem w tle na Facebooku :D

Podsumowując, aktywnie spędzamy te piękne, wolne od szkoły dni. A już niedługo kolejny wyjazd, na który nie możemy się już doczekać :)

Fot. Natalia Karpińska Photography

piątek, 18 lipca 2014

Pani Nielubięswoichłap

Tajga na szczęście nie jest psem z małą odpornością organizmu, nie choruje na żadną "głupią" chorobę, ale mimo tego, ostatnio gabinet weterynaryjny odwiedzamy zdecydowanie za często- od końca maja byłyśmy zmuszone pojawić się w nim 3 razy...

Co? Jesteś pewna?Przecież to tylko 1,5 miesiąca...(fot.Z.Marek)
Pod koniec maja Tajga zahaczyła wilczy pazur o jakąś siatkę- okazało się, że jest złamany (oczywiście to nie był pierwszy taki wypadek...). Pazur złamał jej się dosyć niefajnie, przez co był "lekki" problem z odcięciem zwisającej części. Zakończyło się na tygodniu chodzenia w bandażu i maści. Po tym incydencie chciałam usunąć wilcze pazury, ale jest niemożliwe, bo nie "wiszą" one na skórze.
Kolejną wizytę "zaliczyłyśmy" 27 czerwca, czyli w pierwszy dzień wakacji.
Powód:złamany pazur, ale żeby nie było nudo, tym razem NIE wilczy! Pazur złamał się...ładniej (nie wiem jak to inaczej określić :p) niż poprzednim razem :D Wystarczyły 3 dni chodzenia w bandażu, maść, a potem łapka była zdrowa...niestety nie na długo..
No cóż... tanim pieskiem nie jestem! (fot. Z.Marek)
7 lipca wyjechałam na obóz teatralny i Tajga została w domu. Wracam po kilku dniach i wita mnie pies z..... UWAGA... zabandażowaną łapą! Okazało się, że tym razem nie ucierpiał pazur! Oj, nie! Tym razem to poduszka. Przecięła ją na spacerze, w parku, biegnąc po piłkę. Mimo tego, że krew kapała ciurkiem to mój terrierek wcale nie zwracał na to uwagi, tylko chciał kontynuować zabawę. Dzielna to ona jest- muszę jej to przyznać. Na razie rana się goi- już była pięknie sklejona, ale Tj wczoraj tarzając się na spacerze zdjęła opatrunek i przeszła parę kroków po suchej i ostrej trawie, przez co rana się zaogniła.
Oj...
Przez te wszystkie zdecydowanie niefajne zdarzenia nadałam Tajdze tytuł "Pani Nielubięswoichłap". Pewnie mój super inteligentny pies uznał, że łapki są mu nie potrzebne, no cóż... A tak na poważnie to jest mi jej ogromnie żal. Pies, który nienawidzi leniuchować jest do tego zmuszony, musi cierpieć bo pewne "bardzo mądre" osoby wyrzucają ostre rzeczy na pola, łąki. Najsmutniejsze jest to, że jutro jedziemy nad morze, a ona nie będzie mogła nawet zanurzyć łapek dla ochłody...
A przez dłuższe przerwy w treningów, Tajga zapomniała jak robi się flipy:

E tam, zdrowie najważniejsze! :)
Na koniec chciałam się jeszcze pochwalić pięknym prezentem, jaki dostałam od rodziców- bransoletka od Miedzianki! Tajga była przez chwilę na ich zdjęciu w tle na facebooku :D

sobota, 5 lipca 2014

Frisbee z Gubiszi i Gumiszi po raz drugi

Wczoraj i dzisiaj uczestniczyłam po raz drugi w warsztatach frisbee, które prowadziły Agnieszka Guba i Paula Gumińska :D
Tajga towarzyszyła mi tylko w piątek, kiedy zajęcia były na temat motywacji, wymiany zabawek, aportu, itd. :) Pogoda nie była dla nas łaskawa, było baaardzo gorącooo! Tajga miała na początku lekki problem z włączeniem się, ale po chwili poszło nam całkiem fajnie. Bardzo się cieszę, że walczyła z upałem i wykonała parę ładnych skoków. Przede wszystkim muszę pochwalić jej piękne zostawanie w klatce - ani razu nie pisnęła, tylko pięknie w niej odpoczywała!!!
Usłyszałam kilka miłych rzeczy, między innymi to, że ładnie skręca po złapaniu dysku, a wcześniej myśli i bardzo dobrze się do niego wybija :D Wiem także co musimy poprawić, więc czas brać się do pracy!
Dzisiaj byłam tylko w roli rzucacza, bo jestem świadoma tego, iż większość niezłapanych przez Tajgę dysków, wynika z tego, że rzucam BEZNADZIEJNIE...ale pracuję, pracuję i jeszcze raz pracuję nad swoimi rzutami i mam nadzieję, że choć troszkę widać efekt tej pracy ;-) Skorzystałam też z tego, że jestem bez psa (mniej rzeczy do zabrania do tramwaju :p ) i wzięłam ze sobą aparat.
Wiem, że zdjęcia nie są super, ale nadal są to jakieś pamiątki :)




oh, oh!






Z zajęć bardzo dużo wyniosłam i już nie mogę się doczekać kolejnej edycji! :D